100 Kawiarni w Nowym Jorku

Lubię kawę, mieszkam w Nowym Jorku, pomimo tego, że jestem tutaj 8 lat, nie zwiedziłem dobrze tego miasta, dodatkowo, zasiedziałem się ostatnio w domu (pracuję zazwyczaj w domu, po pracy nie miałem dotychczas ochoty wychodzić z domu), również moje kontakty z ludźmi drastycznie się ostatnio zmniejszyły, więc pomyślałem, że warto to wszystko dodać, odjąć, pomnożyć i wyszedł mi pomysł na nowy eksperyment. Jest to wypicie kawy w przynajmniej 100 kawiarniach, przy czym nie liczy się oczywiście Starbucks, czy Dunkin’ Donuts, coś co jest co drugą ulicę.

Byłem już w 10 kawiarniach i jestem bardzo zadowolony z tego, że zacząłem to robić. Przede wszystkim widzę, jak zacząłem się otwierać na innych ludzi, na świat. Ostatnio często przesiadywałem przed komputerem, 8 godzin w pracy, poza pracą też. W sumie często wychodziło po 16 godzin dziennie. To za dużo. Szkoda życia na to. Szkoda przesłaniać życie wirtualnym światem. Dlatego cieszę się, że zacząłem wychodzić z domu. Widzę też, jak wiele straciłem. Wiadomo, Nowy Jork to takie miasto, gdzie nie da się nudzić. Zawsze można znaleźć coś ciekawego. A ja… po prostu… teraz widzę, że dotychczas tak żyłem, jakbym nie żył w Nowym Jorku. Nie korzystałem z tego, że jestem, gdzie jestem. To jeden z plusów tego eksperymentu – zacząłem odlepiać się od wirtualnego świata, od komputera, od Internetu.

Poniżej jest mapka z pierwszą 10-tką kawiarni, w jakich byłem. Polecam klilknąć na to, wtedy otworzy się mapka uaktualniana na bieżąco.

100 kawiarni w NY - mapa

Kolejna rzecz – ludzie. Nigdy nie miałem z tym łatwo. Zawsze nieśmiały, bojący się ludzi itd. Utrudnia to bardzo życie. Ostatnio niby mi ta nieśmiałość minęła, ale czasami zastanawiam się, czy ona nie jest po prostu przykryta jakąś maską. Niby jestem bardziej pewny siebie w kontaktach z innymi, ale to raczej kłamstwo, sam siebie okłamuję, bo tak czuję, że w środku, gdzieś tam głębiej, tak naprawdę dalej jestem nieśmiały i pełen lęku. Może. W każdym bądź razie w końcu zacząłem wychodzić do ludzi. Jak zacząłem ten eksperyment, czułem napięcie, lekki strach w kontaktach z innymi. Ale im dalej, tym jestem bardziej wyluzowany.

Następna rzecz to sam Nowy Jork. Tak, jak napisałem, jestem tu już 8 lat. Ale praktycznie nigdy dobrze tego miasta nie zwiedziłem. Gdy jadę do jakiejś kawiarni, a każda jest w innym miejscu Nowego Jorku, mam okazję pozwiedzać sobie okolicę. I tak robię. Czasami włóczę się po ulicach, obserwuję otoczenie, ludzi. Przede wszystkim lubię robić to rano, w weekend. Widzę wtedy jak to miasto się budzi, jak ludzie wracają do życia po nocy.

city of saints

Kawa. Tak, uwielbiam ją. Oczywiście dobrze zrobioną. A w dobrych kawiarniach zazwyczaj są kawy dobrze zrobione. Piję najczęściej latte albo cappuccino. Jeżeli jest taka możliwość to w filiżance, dla lepszego klimatu. Dotychczas myślałem, że latte czy cappuccino raczej powinno wszędzie smakować podobnie, ale myliłem się. Odkąd zacząłem włóczyć się po kawiarniach, zacząłem lepiej odróżniać dobrą kawę od mniej dobrej.

Nigdy mnie nie ciągnęło do alkoholi. Dziwię się ludziom, którzy przeżywają, że wypili ileś tam piw, czy że się uchlali jak świnie itd. Ja w tym nic ciekawego nie widziałem, nie widzę i raczej nie będę widział. Rozumiem mały kieliszeczek whisky dla relaksu, czy jakiegoś innego trunku, mocnego. Ale raczej symbolicznie. Co innego kawa. Coś w niej jest, nie wiem co, ale coś jest. Nie ma tego w herbacie, nie ma tego w piwie, wódce. Myślałem wcześniej, żeby zrobić eksperyment z barami. Iść samemu do baru, wypić jakiś trunek itd. I tak od jednego, do drugiego, żeby zaliczyć np. 100 barów. Na pewno byłby to ciekawy eksperyment w otwieraniu się na ludzi. W barach jest jednak bardziej otwarta atmosfera niż w kawiarniach. Może kiedyś. Pierwszy krok to kawiarnie. Wracając do kawy. Dla mnie ma ona coś boskiego w sobie, coś świętego. Oczywiście, jak się właściwie do niej podchodzi. Z szacunkiem. Nie zalanie rozpuszczalnej gorącą wodą. To dla mnie nie jest kawa. To jakaś pomyłka. Jakiś napój, ale nie kawa. Trzeba mieć ziarna, najlepiej samemu je zmielić i to młynkiem ręcznym. Musi być to coś, atmosfera, coś więcej niż zalanie jakiegoś proszku wodą i trwanie w przekonaniu, że to jest kawa. Musi być też właściwie podana. Najlepiej w jakiejś filiżance, idealnie starej, z duszą. Wtedy dopiero można powiedzieć, że właściwie pije się kawę.

Poniżej jest pokazana tablica Trello (Trello board) związana z tym eksperymentem. Jak się kliknie na to, wejdzie się na tablicę Trello uaktualnianą na bieżąco. W To Do jest kawiarnia, którą chcę w danym dniu zwiedzić, w Doing jest ta, w której akurat w danym momencie jestem, a w Done są te, w których już byłem. Jak ktoś będzie akurat w tym momencie w Nowym Jorku, może zobaczyć, gdzie jestem i przyjść do danej kawiarni wypić ze mną kawę. Zapraszam :).

100 kawiarni w NY - trello

Oprócz samej kawy, lubię też kawiarnie. Coś w nich jest. Kupuję kawkę, siadam i coś się we mnie otwiera. Jakbym podłączył się kablem do źródła inspiracji, pomysłów, kreatywności. Relaks, kawka i pomysły, często dziwne. Lubię to. Dodatkowo zauważyłem jedną rzecz. Myślę, że coś w tym jest. Gdy się siedzi w jednym miejscu często i robi w tym miejscu to samo w kółko, to miejsce działa jak bodziec wywołujący reakcję, czyli te nasze najczęstsze zachowania w takim miejscu, łącznie z określonym sposobem myślenia. Przez to trudno mieć nowe pomysły, trudno zrobić coś innego w takim miejscu, wyjść poza schematyczność. Takie miejsce blokuje kreatywność. Więc, jeżeli za każdym razem jestem w innej kawiarni, w innym miejscu Nowego Jorku, jestem bardziej otwarty na nowe pomysły. No i tak jest.

I wiadomo… poszukuję też kawiarni, w których robią bulletproof coffee, czyli kawę z masłem. Na razie nie znalazłem. Gdzieś czytałem na Internecie, na polskiej stronie, o nowym trendzie, kawie z masłem, i że na Manhattanie ustawiają się kolejki po nią. Jestem maniakiem tej kawy i z wielką chęcią bym stanął w takiej kolejce, żeby zobaczyć, jak inni ją robią, ale niestety, jak na razie nie znalazłem w Nowym Jorku miejsca, w którym sprzedawaliby taką kawę. Ale może znajdę. Mam nadzieję.

Poniżej wykres w Beeminderze, o którym pisałem tutaj i tutaj, po pierwszych 10 kawiarniach.

543a7496f5085465a800006d_graph

 

A tutaj zdjęcia kaw z pierwszej 10-tki kawiarni, w jakich byłem.

(1) Café Grumpy

(1) Café Grumpy (Greenpoint)

 

(2) Joe Coffee

(2) Joe Coffee (Greenwich Village)

 

 (3) Box Kite Coffee

(3) Box Kite Coffee

 

(4) City of Saints Coffee

(4) City of Saints Coffee

 

(5) Kaffe 1668

(5) Kaffe 1668 (TriBeCa South)

 

(6) Prodigy Coffee

(6) Prodigy Coffee

 

(7) Black Brick

(7) Black Brick

 

(8) Konditori

(8) Konditori

 

(9) Crema BK

(9) Crema BK

 

(10) Atlas Cafe

(10) Atlas Cafe